Ciekawość w sourcingu – ale z zegarkiem w ręku
Zaczynasz szukać Senior Java Developera, a po godzinie czytasz o hackathonach programistycznych w Estonii. Fascynujące? Tak. Produktywne? Niekoniecznie.
Ciekawość jest absolutnie kluczowa w rekrutacji i sourcingu IT. To ona sprawia, że zamiast wpisać “Java developer Warszawa” po raz dwudziesty, zastanawiasz się: “Gdzie jeszcze mógłbym znaleźć programistów Java?” I nagle wpadasz na pomysł z GitHub, forami programistycznymi czy meetupami technologicznymi.
Ale jest haczyk.
Ciekawość bez granic = chaos bez rezultatów
Widziałam to wielokrotnie – u siebie i u innych sourcerów. Zaczynasz “tylko sprawdzić” jedną rzecz, klikasz w jeden link, potem w drugi. Nagle minęły dwie godziny, siedząc wśród 47 otwartych zakładek w przeglądarce, nie masz ani jednego kandydata w pipeline rekrutacyjnym.
Ciekawość w sourcingu musi mieć ramy czasowe
Technika 15/45 – skuteczny sourcing z ciekawością
Moja zasada produktywności w sourcingu:
15 minut eksploracji – pozwalam sobie na szukanie “na dziko”, sprawdzanie nowych źródeł kandydatów, testowanie nietypowych pomysłów. Nastawiam budzik, zeby nie wypaść poza ramy czasowe.
45 minut egzekucji – wracam do sprawdzonych metod sourcingu, wysyłam wiadomości do kandydatów, buduję listy kontaktów. Czas egzekucji jest uzalezniony od tego, jak wypelniony jest mój kalendarz.
Co robić w 15 minutach eksploracji sourcingowej?
W czasie eksploracji możesz:
- Sprawdzić aktywność specjalistów z branży na Stack Overflow.
- Poszukać konferencji branżowych i przeanalizować listę speakerów.
- Wpisać w Google niestandardowe frazy jak “najlepsi Java developerzy w Polsce blog”.
- Przejrzeć profile osób komentujących posty liderów branży IT.
- Zbadać społeczności na Discord, Slack czy Reddit związane z daną technologią.
Czasem to nic nie daje. Ale czasem trafiasz na źródło kandydatów, którego konkurencja nie zna.
Dlaczego ciekawość jest niezbędna (ale nie wystarczająca)
Bez ciekawości sourcing to mechaniczne klikanie w te same linki, wpisywanie identycznych fraz, przeglądanie tych samych profili LinkedIn. To jak jedzenie codziennie tej samej zupy – technicznie działa, ale po tygodniu masz dość.
Jak ciekawość poprawia wyniki w sourcingu?
Ciekawość sprawia, że:
- pytasz “gdzie jeszcze szukać kandydatów?” zamiast poprzestać na LinkedIn
- sprawdzasz “a co, jeśli?” zamiast uznać, że “nie ma takich specjalistów”
- testujesz nietypowe źródła rekrutacyjne zamiast tkwić w rutynie
- łączysz kropki i znajdujesz kandydatów, których inni nie widzą
Ale – i to jest kluczowe – sama ciekawość nie wypełni pipeline’u. Nie wyślesz hiring managerowi maila: “Nie znalazłam kandydatów, ale odkryłam, że programiści Pythona w Estonii organizują świetne hackathony!”. Tu potrzeba kandydatów, nie raportu z eksploracji internetu.
Sygnały, że przesadzasz z ciekawością w sourcingu
Wiesz, że tracisz produktywność, gdy:
- Masz otwartych tyle kart, że nie widzisz ich favikonów.
- Czytasz artykuły “dla kontekstu”, które nie przekładają się na znalezienie kandydatów.
- Minęła godzina, a nie masz ani jednego profilu do kontaktu.
- Tracisz z oczu cel – ,,kogo ja właściwie szukam?".
Złota zasada sourcingu z ciekawością
Nie chodzi o to, żeby być przypadkowo ciekawym. Chodzi o świadome dawanie sobie przestrzeni na eksplorację, ale też świadome wracanie do realizacji celów rekrutacyjnych. Moja metoda: Bądź ciekawy przez 15 minut. Bądź skuteczny przez 45 minut. Powtarzaj.
Najlepsi sourcerzy to nie ci, którzy wiedzą wszystko o branży IT. To ci, którzy wiedzą, kiedy przestać szukać informacji i zacząć działać – kontaktować się z kandydatami i budować relacje.